loading
Jeszcze kilka słów o moim mieście czyli o Ustce
Ustka, miasteczko leżące w sąsiedztwie obszarów chronionego krajobrazu i dwóch rezerwatów przyrody; droga do Słowińskiego Parku Narodowego liczy kilkanaście kilometrów.

Status uzdrowiska Ustka uzyskała właśnie za sprawą obfitości sosnowych lasów w okolicy oraz położenia nad Bałtykiem, powietrza bogatego w jod, a także złóż borowiny i źródeł solanki.
Badana prowadzone w Ustce przez poznański Instytut Balneologii i Medycyny Fizykalnej wykazały obecność tzw. poduszki hydrotermicznej nad usteckim kanałem portowym, a to za sprawą utrzymującej się różnicy temperatur wody i powietrza nad portem. Dzięki temu wszelkie zapylenia opadają nad kanałem, nie przedostając się na stronę wschodnią miasteczka. Jednocześnie położenie Ustki na niewielkim cyplu wystawia ją na wpływy otwartego morza i wiatru z zachodu i północnego zachodu. W efekcie także na zachód od portu powietrze jest nadzwyczaj świeże.
Zaciekawić może również to, że odnotowywane na wszystkich mapach morskich świata anomalie magnetyczne w usteckim rejonie wiążą się nie tylko z pomyłkami kompasu, ale też z nieprzeciętnie wysoką zawartością magnezu w środowisku naturalnym. Mieszkańcy miasta nie muszą więc uzupełniać niedoborów tego pierwiastka, powszechnie obecnych gdzie indziej.

Długie, coraz dłuższe....... Połowa XIV wieku. Drewniane skrzynie wypełnione kamieniami zatapiano, wzmacniając je dodatkowo palami. Tak powstawały pierwsze falochrony w Ustce, długie na 55 metrów.
Obecny kształt falochrony zyskały w 1903 roku, gdy zakończono ich przebudowę. Wydłużyły się wówczas i poszerzyły, a resztki poprzedniej główki (z lat 60-tych XIX wieku) zachodniego falochronu widać do dziś, otoczone szeroką żółtą barierą.Wewnątrz kanału kołysały się niegdyś wiosłowe łódeczki z letnikami, nie wadząc kutrom, które oznaczono, czarno na białym, literami STO. Skrót od Stolpmünde, bo tak zwała się przed wojną Ustka. Na zachodnim nabrzeżu portowym działała sezonowa stacyjka kolejowa z wiatą wspartą na brzozowych balach. W jej cieniu, popijając lemoniadę ze stacyjnego sklepiku, oczekiwali na letnią kolejkę wczasowicze. Między schodkami zachodniego i wschodniego nabrzeża kursował też prom - łódź wiosłowa lub przeciągana na linie od brzegu do brzegu. Ze wschodniego falochronu schodzono po małych schodkach na plażę. Można było przysiąść na ławeczce na piasku lub udać się dalej na wschód. Najchętniej promenadą.

Nadmorski park spacerowy urządzono w 1875 roku, wzdłuż nadmorskiego trotuaru sadząc młode drzewka i stawiając filigranowe ławeczki oraz gięte krzesła. Urocze, choć dalece mniej wygodne od dzisiejszych, obleganych przez zawsze gotowe na słoneczną kąpiel starsze panie, dopóki nie zdmuchnie ich gorący beat zabawy w środku sezonu. U schyłku XIX wieku wzdłuż promenady powstały też pierwsze restauracje i letnie ogródki, zapraszające na ciastko i orzeźwiające napoje. Do dziś zachowała się jedna z najstarszych (choć szacowny wiek ukrywa pod współczesnym liftingiem), znana pod nazwą Citi Bar, oraz jej piękny zaniedbany sąsiad, dawny Pawilon Zdrojowy, niegdyś znakomity lokal, goszczący przed pierwszą wojną w pokojach hotelowych, restauracji i kasynie.

Jeszcze kilka słów o moim mieście czyli o Ustce

Przełom przyniósł rok 1752, kiedy to doktor Richard Russel ogłosił w swej rozprawie, że woda morska zdrowiu jednak służy. Ustka, podobnie jak inne nadmorskie uzdrowiska, rozkwitła, by w XIX wieku przywitać wreszcie pierwszych turystów. Ci szukali czegoś więcej niż tylko leku na podagrę: zakosztowali w morskim piasku pod stopami. Stopami zresztą obutymi. W sukience, bermudach, rajstopach, kapelusiku i trzewiczkach panie szły do wody. I zaraz z niej pierzchały, nie mając szczególnej uciechy w brodzeniu w wodzie, gdy wokół kolan plątała się cała ta materia. Tym sposobem Ustka zyskała nowe oblicze – kurortu.

Istnieje legenda " O dwóch Jaśkach, co Ustkę sprzedali "....
Wcześniej u ujścia Słupi znajdowała się osada rybacka. W XIV wieku zakupili ją od dwóch znakomitych rycerzy Jaśka ze Sławna i Jaśka z Darłowa, słupscy mieszanie. Cena może dziś zaskoczyć. Rok po roku Słupsk przekazywał na rzecz obu panów jedną parę butów. Wraz z Ustką słupszczanie nabyli pas ziemi wzdłuż rzeki szeroki na 19 metrów. Pasem tym szli utrudzeni włóczkowie, ciągnąc za sobą wyładowane łodzie. Do przejścia mieli 35 kilometrów, a droga dłużyła się jeszcze przez silny rzeczny prąd. Dobra koniunktura potrwała do końca wieku XVI, gdy kwitły interesy w porcie. Potem jednak Ustka podupadła, a to za sprawą wojen, epidemii i pożarów, gdy miejscowość straciła na znaczeniu skurczona do ledwie 15 domów.


Rozwój gospodarczy Pomorza nastał dopiero w latach trzydziestych XIX wieku. Wraz z nim odżyła i Ustka. W 1830 roku otworzyła oficjalny rejestr wczasowiczów. Zrazu niezbyt popularna gościła w 1832 roku 38 rodzin, by dziesięć lat później odnotować pierwszy wczasowy boom: 400 osób odwiedziło Stolpmünde. Pod taką właśnie nazwą na mapach, wskazującą położenie u ujścia Słupi, znana była przez wieki miejscowość.

Przed I wojną światową Ustka wyglądała mniej więcej tak : na wysokich palach omywanych przez fale zachodniej plaży ciągnie się długi drewniany budynek męskiej przebieralni, Herrenbad. Dżentelmeni zażywający morskich kąpieli docierali doń pomostem. Zrzucali fraki i surduty, gotowi na spotkanie z żywiołem. Ale nie wszyscy. Niektórzy, co młodsi, wymykali się cichcem na wschód od portu. Tam plażowały panie. Gmina ustecka, na dźwięk pisków zawstydzonych dam, zatrudniła w 1893 roku strażnika: koniec z podglądaniem, mili panowie! Potężny sztorm, szalejący w Sylwestra 1913 roku, pochłonął jednak kabiny dam i przebieralnie panów. Na ich miejsce ku uciesze płci brzydkiej pobudowano na wschód od molo koedukacyjny zakład kąpielowy. Zaczęło się wspólne rodzinne plażowanie.
Plażowanie to wynalazek całkiem niedawny. Kąpiele słoneczne długo nie były w modzie, a na plażę można się było udać co najwyżej jesienią, by zapolować na drozdy, przysmak godzien szlachetnego podniebienia. A kąpiele? Cóż za szatański pomysł! Gorszyły skromne oczy, wszelkich chorób były zarzewiem, dobre co najwyżej dla plebsu. Ale i plebs kąpał się bardziej dla higieny, niż dla przyjemności. Mało kto wówczas potrafił pływać – była to umiejętność rzadka także wśród żeglarzy tej doby.

 

Jeszcze w XIX wieku na promenadzie od strony portu otwarto kilka restauracji. Wybrukowanie drogi do Słupska, którą kursować miał dwa razy w tygodniu dyliżans, a potem także otwarcie linii kolejowej pod koniec XIX wieku przyciągnęło nowych mieszkańców i pomnożyło inwestycje. Wznoszono wille, w tym górującą dziś nad promenadą Willę Red, którą wraz z zachowanymi stajniami pobudował wprost na wydmie słupski przemysłowiec, Conrad Westphal, amator konnych wycieczek wzdłuż plaży. Powstawały pensjonaty i – sopockim wzorem – łazienki.

Tutaj, w usteckiej Warmhalle, czyli zakładzie przyrodoleczniczym, kuracjusze oddawali się kąpielom w podgrzewanej morskiej wodzie tłoczonej rurociągiem ze wschodniego brzegu. Port zyskał w tym czasie nowe falochrony i baseny portowe, które – bez większych zmian – istnieją do dziś. W jego pobliżu stanął, ozdobiony kolumnami, dziesiątkami tralek i przestronnymi tarasami, Kurhaus – Pawilon Zdrojowy, goszczący odtąd śmietankę towarzyską. Ta coraz chętniej przedkładała Ustkę nad Sopot, ucztując w znakomitej restauracji i oddając się hazardowi w salach kasyna Pawilonu. Kurhaus, zamieniony po latach na ośrodek wczasów pracowniczych, dożywał swych dni pod nazwą „Czar PRL-u”, by dziś domagać się renowacji.



Ślady dawnej Ustki widoczne są co krok, także za sprawą rewitalizacji kamieniczek i rybackich chat. Nie zmienił się układ uliczek w pobliżu morza, ograniczonych ulicą Marynarki Polskiej, zwaną niegdyś Hauptstrasse, czyli ul. Główną, i Kosynierów. Tu, w Zaułku Kapitańskim (spacerowicz odnajdzie go bez trudu), wznosił się kiedyś kościółek, a wokół niego domy najzamożniejszych mieszczan, kapitanów i szyprów, trwające po dziś dzień na kilkusetletnich fundamentach. Kościółek rozebrano z końcem XIX wieku, gdy okazał się na tyle ciasny, że miejsca w ławach zajmowano na godzinę przed nabożeństwem. Gdy jednak wznoszono nową świątynię, leżący dziś w sercu miasta neogotycki kościół z czerwonej cegły, mieszkańcy mieli budowniczym za złe lokalizację tak daleko „za wsią”. Lata II wojny przyniosły zastój rozwoju miasteczka, gdy ruch w porcie niemal zamarł. Po wojnie mieszkańcy zmuszeni byli opuścić Ustkę. Chętni, by zostać i przyjąć obywatelstwo polskie, wyzbywając się niemieckiej narodowości, musieli udowodnić, że znośnie władają językiem polskim. Jednak nikt z mieszkańców Ustki tego kryterium nie spełnił.
W owym czasie szukano też nowej nazwy dla portowego miasteczka. Spośród kliku, funkcjonujących wówczas – Nowy Słupsk, Uszcz, Ujść, Postomin i Słupioujście – w 1947 roku wybrano właśnie Ustkę, co w języku kaszubskim oznacza „ujście”.

 

Komentarze 

 
#1 Michal Konopkaa 2016-07-15 10:31
Byłem tutaj i serdecznie polecam to miasto. Piękny krajobraz, cisza i spokój.
Cytować
 
 
#2 Jacek Przypadek 2016-07-19 12:39
Jak najbardziej polecam to miasto
Cytować