W lutym 2011 roku mój studencki pobyt w Norwegii dobiegał końca. Kasa się kończyła, a perspektyw wyjazdowych nie było. Jakoś w te paskudne dni nikomu z Erasmusów nie chciało się ruszyć w dalszą podróż. Ale ja nie mogłam odpuścić i darować sobie nie zobaczenia północy Norwegii. Na zakończenie studenckiej przygody musiałam postawić wisienkę na torcie.
Na początku największego fiordu w Norwegii – Sognefjorden znajduje się małe górskie miasteczko Ardal. To niewiarygodne, że to właśnie stąd, przez gęstwiny drzew, krzewów i nurty dzikich rzek docieramy do krajobrazu, który zdecydowanie przekracza nasze wyobrażenie o górach Norwegii.